Turcja, kraj paradoksów: cała prawda o papierosach i alkoholu

Turcja to kraj, gdzie można dostać mandat za zapalenie papierosa w niewłaściwym miejscu, ale jednocześnie rynek papierosów bije rekordy. Gdzie reklama alkoholu jest zakazana, butelki są pikselowane w telewizji, a spożycie whisky jest o 155% wyższe niż pięć lat temu. I gdzie e-papierosy są oficjalnie zakazane pod groźbą więzienia, a kupić je można w wielu miejscach bez problemu. Turcja, kraj paradoksów.

Czytelniku, ten tekst jest transkrypcją mojego filmu na kanale Youtube. Jeśli chcesz, możesz film obejrzeć tutaj.

Cześć! Jestem Agata. Od 20 lat mieszkam i pracuję w Turcji, w śródziemnomorskiej Alanyi. Dzięki mojej działalności tysiące Polaków zachwyciło się Turcją i pozbyło obaw i stereotypów o tym kraju. Piszę poradniki, nagrywam filmy i prowadzę w Turcji biuro z wycieczkami lokalnymi Alanyaonline.pl.

Nowy zakaz palenia na plażach

To nowy przepis, który Turcja wprowadziła dosłownie w poniedziałek, na razie pilotażowo na czterech plażach w rejonie Antalii: plaża Lara w samej Antalii, Beach Park (część plaży Konyaaltı w Antalii), Çamyuva w Kemer oraz w Belek. To dość pokaźne obszary, na których zakazano palenia papierosów w ramach inicjatywy „Błękitne Morze Śródziemne”. Po części jest to podyktowane tym, że w listopadzie odbędzie się w Turcji szczyt klimatyczny COP31 i kraj stara się promować jako dążący w kierunku bardziej ekologicznego, dbającego o środowisko i zdrowie.

Przepis oznacza, że poza wyznaczonymi kabinami do palenia, które zostaną na plażach umieszczone, nie będzie można palić – a kara sięga nawet 2000 €. Planowane jest rozszerzenie go na całą Turcję.

Ale to, co mnie samej mocno przyszło do głowy, i co na pewno przyszło do głowy każdemu, kto trochę zna Turcję, to pytanie: czy to w ogóle będzie egzekwowane? Bo to jest pierwsza i najważniejsza sprawa – Turcja bardzo dużo chce i bardzo dużo próbuje, ale niekoniecznie jej to wychodzi. Z czego to wynika? Najpierw opowiem Wam krótką historię, żebyście znali mój background.

Mój background, czyli skąd wiem, jak to wygląda

Jestem w Turcji od 20 lat i praktycznie cały czas pracuję w turystyce. Przez pierwsze lata byłam przewodniczką i transfermenką – jeździłam na lotnisko, miałam duży kontakt z ludźmi, których sensem pracy jest czekanie na turystów. A jak się czeka jako kierowca czy przewodnik, to palenie jest niemalże nieodzownym elementem tej pracy. Ja też wtedy trochę popalałam, od razu się przyznam – i zdarzało mi się palić nawet więcej właśnie pod wpływem tej branży. Każdy się tu częstował papierosami. Ludzie nawet nie pytali, czy palisz, tylko wyciągali paczkę w twoim kierunku: raz kupujesz ty, raz ktoś inny, i wszyscy się dzielą.

To były czasy mniej więcej lat 2005 – 2010, kiedy nawet kierowcy nie wstydzili się palić przy turystach w autokarze. A cofając się jeszcze dalej – normalnie w knajpach można było palić, pośrodku między ludźmi, przy stoliku jedni palili, inni nie. Ze wspomnień osób, które urodziły się i wychowały tu lata temu, wiem, że palono nawet w autokarach międzymiastowych jeżdżących po całej Turcji po kilkanaście godzin. Wyobraźcie sobie, jak to musiało wyglądać i pachnieć!

Ja już od wielu lat nie palę, nie tęsknię za tym i nigdy nie miałam problemu z uzależnieniem – więc z tej perspektywy nagrywam ten odcinek. Jako matka i osoba starająca się żyć zdrowo i świadomie staram się też unikać dymu papierosowego. A w Turcji jest z tym bardzo duży problem, bo to po prostu kraj palaczy. Tutaj pali się wszędzie. Temat używek w Turcji jest naprawdę ogromny i na pewno go mocno uproszczę ale postaram się opowiedzieć o najciekawszych aspektach. Zaczęłam od papierosów, ale powiem też o alkoholu.

Dodam jeszcze do tego newsa o plażach coś, co może Was zszokować: do 1 stycznia 2040 roku planowany jest całkowity zakaz sprzedaży tytoniu w całej Turcji! To za 14 lat – nie tak strasznie daleko – a plan jest naprawdę ambitny w porównaniu z obecną sytuacją.

Papierosy w liczbach: Turcja to naród palaczy

Jeśli chodzi o papierosy, liczby mówią jasno: pali 30,7% dorosłych Turków, czyli jakieś 19–20 milionów ludzi. To jedna z najwyższych wartości w całej Europie i OECD. I to naprawdę widać – na każdym kroku czuć ten dym. Jestem już tak przyzwyczajona, że często nie zwracam na to uwagi, choć czasem strasznie mnie to denerwuje. Z drugiej strony akceptuję to, bo trudno od tego uciec.

Do palenia przyznaje się prawie 42% mężczyzn i 19% kobiet – co jest o tyle ciekawe, że w ostatnich kilku latach wskaźnik wśród kobiet wzrósł o 46%. Wcześniej kulturowo paląca kobieta była odbierana jako, jak to ujmę, „średnio się prowadząca” – pamiętam takie wyobrażenie z rozmów ze znajomymi Turkami. Teraz jest już na równi i palących kobiet jest coraz więcej.

Tymczasem każdego roku z powodu chorób tytoniowych umiera 85 000 Turków, a prognozuje się wzrost do 240 000 do roku 2030. Średni staż palenia to 20 lat, średnia porcja dzienna to 16 papierosów, a 60% palaczy deklaruje, że chce rzucić.

I teraz największy paradoks, który mi się w głowie nie mieści: im wyższe wykształcenie, tym więcej palaczy w Turcji. Tego nie ogarniam… Może ludziom niżej wykształconym szkoda pieniędzy na papierosy albo są zajęci zwykłą, codzienną pracą zamiast siedzeniem i paleniem? A może w Turcji palący kojarzy się z intelektualistą, który siedzi w kawiarni i pali? Naprawdę nie wiem. Faktem jest, że wśród absolwentów szkół średnich pali co drugi, podczas gdy wśród analfabetów (to coraz mniejsza, ale wciąż istniejąca grupa) – 13%. To odwrotność globalnego trendu, gdzie zazwyczaj to osoby mniej wykształcone palą więcej. W Turcji jest dokładnie na odwrót.

Paradoks regulacji: surowe prawo, rosnący wskaźnik

Tu paradoks goni paradoks. Turcja była pierwszym krajem na świecie, który wdrożył wszystkie regulacje WHO na najwyższym poziomie – czyli zakaz palenia w zamkniętych przestrzeniach od 2008 roku. Pamiętam, że była przy tym ostra „chryja” i drama, ludzie się burzyli, jak to będzie. Ostatecznie przyzwyczaili się, że w zamkniętych przestrzeniach się nie pali. Byłam tu wtedy, więc pamiętam to wyraźnie.

A jaki był efekt? Wskaźnik palenia wzrósł z 27% do 32% dziesięć lat później. Zamiast spaść, urósł o kolejnych parę procent.

Gdzie obecnie w Turcji nie można palić

Na rok 2026 zakaz palenia obejmuje wszystkie pomieszczenia zamknięte: restauracje, kawiarnie, bary, sklepy, galerie, hotele, biura, a także środki transportu publicznego i taksówki (co kiedyś wcale nie było oczywiste). Dotyczy też szkół i ich terenów – w okolicach zarówno otwartych, jak i zamkniętych.

Od początku czerwca doszły nowe, pilotażowe zakazy na czterech plażach: zakaz palenia plus specjalne kabiny dla palaczy, bez serwisu gastronomicznego – to nie są bary czy bufety, tylko zwykłe kabiny.

Jest też nowy projekt ustawy, który zakłada, że wszystkie plaże w Turcji zostaną oznaczone jako czerwone strefy, podobnie jak wszystkie place zabaw i parki. To naprawdę duży problem – mówię jako matka dwójki dzieci, które spędzają mnóstwo czasu na placach zabaw. Projekt przewiduje też zakaz palenia w promieniu 5 metrów od wejść do budynków publicznych, galerii i restauracji (bo tam zawsze kopcą i wchodzi się przez kłęby dymu). Co istotne dla Alanyi, gdzie klimat jest ciepły i dużo czasu spędza się na dworze: tarasy z wysuwanym dachem będą klasyfikowane jako pomieszczenia zamknięte, czyli pod takim tarasem palić nie będzie wolno. No i ten zapowiadany całkowity zakaz sprzedaży wyrobów tytoniowych od 2040 roku.

Gdzie wolno w Turcji palić i ile kosztują kary

Gdyby ktoś pytał: palić wolno na otwartych ulicach, na większości plaż i parków (to się ma zmienić, ale na ten moment można) oraz w wyznaczonych strefach dla palaczy. To oczywiście teoria.

Kary rosną co roku o wskaźnik inflacji. W tej chwili za złapanie palacza w miejscu zakazanym to około 2500 lir, czyli mniej więcej 55 € albo 200 zł z hakiem. Lokal, który toleruje palenie, ma karę od 400 do 2100 €. Po propozycji nowej ustawy palacz zapłaci dwa razy więcej – 110 € – a lokale do 10 milionów lir, czyli 220 000 €.

A ile kosztują same papierosy? Segment premium to mniej więcej 2,5 € za paczkę, zwykłe fajki około 2 €. Różnica między tańszymi a droższymi nie jest duża – kosztują mniej więcej 100–115 lir.

E-papierosy w Turcji: oficjalnie zakazane, a dostępne

Czasem ktoś się do mnie odzywa z pytaniem o e-papierosy. Teoretycznie są całkowicie zakazane: w 2020 roku wprowadzono dekretem prezydenckim zakaz importu, produkcji i sprzedaży, a za posiadanie bez zezwolenia grozi od 3 do 6 lat pozbawienia wolności. A jednak są dostępne i można je dostać. Ludzie sobie ściągają od znajomych z zagranicy – sama znam osoby, które palą je tutaj bez problemu. Według oficjalnych przepisów z zagranicy można przywieźć 30 ml płynu lub 10 jednorazowych vape’ów.

Walka z reklamą: blury, kwiatki i obrzydliwe paczki

Skoro już mówimy o zakazach: papierosów nie można reklamować w telewizji, radiu, kinie, w outdoorze ani w social mediach, nie wolno też lokować ich w programach czy teledyskach. Na ekranach TV papierosy są rozmywane takim efektem „blur” – tak jak genitalia albo krew. Swego czasu niektóre kanały telewizyjne, w ramach sprzeciwu czy śmiania się z tego, stworzyły graficzny kwiatek, który nakładano na papierosa – i kiedy aktor się zaciągał, wyglądało to, jakby dmuchał kwiatuszka.

Co ciekawe, szare, obrzydzające paczki – bez atrakcyjnego wyglądu, ze zdjęciami chorego dziecka czy zainfekowanych rakiem płuc – Turcja wprowadziła jako drugi kraj na świecie, zaraz po Australii, już dobrych parę lat temu. Więc jeśli chodzi o walkę z tytoniem, naprawdę są tu duże wysiłki, duże nakłady i mnóstwo zakazów.

Rzeczywistość: zakaz na papierze, a Turcy i tak palą

A jak to wygląda w praktyce? Mimo zakazów ludzie palą nawet tam, gdzie nie wolno. Po 2008 roku zwracałam na to bardzo wyraźną uwagę – nie miałam wtedy dzieci, miałam dużo czasu i spędzałam go w różnych knajpkach, restauracjach, podróżując. Widziałam wtedy, że naprawdę ważne jest, kto te papierosy chce palić.

Jeśli to stały klient lokalu albo pan o wysokim statusie – szef hotelu, jakaś postać lepiej sytuowana, z nimbem człowieka biznesu i sukcesu – to generalnie nikt by mu nie zwrócił uwagi. Co więcej, pamiętam jak jako rezydentka robiłam wycieczki i w sklepach współpracujących z turystami popielniczki były pochowane pod ladą. Kiedy turysta chciał negocjować duże zakupy – diamenty, złoto, skórzane kurtki za grubą kasę – siadało się do rozmów i nagle magicznie pojawiały się papierosy i popielniczka. Wszystko po to, żeby klient nie uciekł, decydowano się na palenie w środku sklepu. Zawsze mnie to szokowało: zakaz jest, ale interpretowany w zależności od interesu. Tak jakby: „jeśli zamierzasz tu zarobić duże pieniądze, to oczywiste, że musisz sobie zapalić”.

A z drugiej strony – siedziałam nieraz z dziećmi w wózeczkach, z noworodkiem, w kawiarniach, gdzie chodzą rodziny, i nikt nigdy nie pomyślał, żeby się przesiąść. Tak samo przy kobiecie w ciąży. W Polsce niektórzy palacze przynajmniej dmuchają w drugą stronę albo pytają „czy mogę zapalić” – gest, który nic nie daje, ale pokazuje świadomość, że komuś to przeszkadza. W Turcji nie mam w ogóle takich doświadczeń. Nie spotkałam się nawet z wyobrażeniem, że ja – nie będąc w ciąży i bez dziecka – mogłabym po prostu nie chcieć tego dymu odczuwać. To naprawdę kraj palaczy i te zakazy są zakazami na papierze.

I co ciekawe: moda na niepalenie i świadomość zdrowego stylu życia są coraz większe. Ludzie rzucają cukier, robią diety, detoksy, rozmawiają o tym w social mediach. Ale temat papierosów jakby ich nie dotyka – rozmawiamy o zdrowym żywieniu, sporcie i odżywianiu, a papierosy pomijamy. To dziwne i mocno kulturowe. Mam wrażenie, że Turcy uważają, że mają ciężką sytuację życiową – zresztą w Turcji zawsze narzekali, że jest źle i będzie gorzej – i że to jest ich wytłumaczenie palenia. Jakby nie potrafili poradzić sobie ze stresem i emocjami inaczej niż paląc.

A teraz alkohol: świecka republika, nie islamski zakaz

Może Wam się wydawać, że Turcja to kraj muzułmański, gdzie alkohol jest zakazany. Pozbawię Was tych złudzeń, bo wygląda to zupełnie inaczej – znowu paradoksalnie i zaskakująco.

Turcja jest świecką, laicką, demokratyczną republiką od 1923 roku, więc alkohol jest tu legalny i dostępny. Zakaz alkoholu, który panował przez kilka wcześniejszych lat, zniósł Atatürk – pierwszy prezydent Turcji, który zresztą sam alkohol bardzo lubił, od kieliszka nie stronił i zmarł na marskość wątroby. Atatürk pił rakı.

I to właśnie rakı jest tureckim trunkiem narodowym – anyżowa wódka o bardzo specyficznym kolorze, smaku i zapachu, 40–45% alkoholu. Kojarzy się z kulturą meyhane, czyli specjalnych pijalni, gdzie mężczyźni (kobiety oczywiście też mogą) lubią się spotykać, słuchać muzyki i popijać rakı przy stole zastawionym rozmaitymi przekąskami zwanymi meze.

Ciekawostka: prezydent Erdoğan w 2013 roku ogłosił, że narodowym trunkiem nie jest rakı, tylko ayran – rozwodniony, słony biały jogurt, który Turcy faktycznie piją na potęgę, nie wyobrażając go sobie bez wielu mięsnych dań i posiłków, a na wszystkie dolegliwości ayran jest numerem jeden. Ale wiele osób wciąż uważa, że rakı ma osobne miejsce w ich serduszku.

I żeby nie było, że w imperium osmańskim się nie piło, bo wszyscy byli religijni – Osmanowie też pili rakı, i to chętnie. Nazywali je wtedy „lwim mlekiem” (aslan po turecku to lew), co nawiązuje do wyglądu rakı: kiedy zmieszamy wódkę z wodą, nabiera mlecznego koloru. Dopiero po rozcieńczeniu się ją pije – nigdy na czysto i nigdy na głodnego, zawsze przy zastawionym przekąskami stole.

Alkohol w Turcji w liczbach: najniższe spożycie w Europie

Jeśli przejdziemy do statystyk, to spożycie alkoholu w Turcji jest faktycznie nieduże – 1,8 litra czystego alkoholu rocznie, najniżej w Europie. Dla porównania średnia europejska to 9 litrów, a w Polsce aż 11,63 litra. Widzicie tę drastyczną różnicę. Mimo że rakı jest napojem narodowym, Turcy naprawdę nie piją nagminnie.

Do picia przyznaje się tylko 14–15% Turków: 6% kobiet i 23% mężczyzn, a 83% określa się jako abstynenci – w teorii, bo mówi się, że około połowa Turków miała lub ma większy lub mniejszy kontakt z alkoholem. To publiczne deklaracje, bo pewnych rzeczy nie wypada i niektórzy się krępują przyznać.

Warto powiedzieć, że w islamie nie chodzi o zakaz samego alkoholu, lecz raczej o odurzanie się, upajanie i wchodzenie w inne stany rzeczywistości. Różnie to ludzie interpretują – niektórzy Turcy uważają, że mogą pić, dopóki są przytomni i świadomi.

Dlatego w Turcji zobaczycie mało pijanych ludzi. Nie zauważycie pijaczków w bramach czy przy sklepach monopolowych – coś takiego praktycznie tu nie istnieje. Oczywiście w wielkich metropoliach – Stambule, Ankarze, Izmirze – spożycie wygląda inaczej i jest sporo tzw. şarapçı, lokalnych pijaczków, ale wciąż nie jest to skala jak w Polsce czy Europie. Mogę powiedzieć, że pod tym względem żyje mi się tu zdecydowanie lepiej i komfortowiej – nie jestem zaczepiana przez pijaczków, czegoś takiego tu nie ma. W Stambule różne zaczepki mi się zdarzały, ale na tyle lat mieszkania tutaj widzę bardzo dużą różnicę.

Dla wielu Turków bycie widzianym pijanym jest wstydem. Uczestniczyłam przez lata w różnych imprezach i kiedy ktoś był zbyt pijany, zawsze znajdowały się osoby, które szybko pakowały go do samochodu i wysyłały do domu albo „likwidowały z pola widzenia”, żeby nie bulwersował innych. Mocna jest ochrona instytucji rodziny – żeby dzieci, kobiety i osoby religijne nie widziały, żeby nie było wstydu. O ile u nas bycie pijanym bywa powodem do dumy i rozmów „kto ile wypił”, to tutaj zupełnie nie.

Szara strefa, podatki i polityka

Niskie deklaracje to jeden temat, ale szara strefa w Turcji istnieje i produkuje się bimber. W 2013 roku szacowano nielegalną produkcję na 12 000 litrów, a w 2019 roku już na 2,3 miliona litrów. Im alkohol droższy, tym ta nielegalna produkcja rośnie.

A alkohol jest tu mega wysoko opodatkowany. Od 2002 roku, kiedy rządy objęła partia AKP z Erdoğanem (Partia Sprawiedliwości i Rozwoju, rządząca do dziś), podatki wzrosły o kilkaset procent. Wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu po godzinie 21:00 – po tej porze nie kupicie go w sklepie, nawet jako obcokrajowiec (pominąwszy sytuacje typu zamknięte bary hotelowe). Jest zakaz reklam, obowiązek zaciemniania butelek na ekranach telewizorów oraz zakaz sprzedaży alkoholu w pobliżu meczetów i szkół.

Co ciekawe, w barach nie zobaczycie tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce – wszechobecnych logo producentów, parasoli marek piwnych. Tutaj nie wolno umieszczać logo na lodówkach, stołach, meblach, tablicach ani na samym lokalu. Są sklepy alkoholowe, tzw. tekel, gdzie dostaniecie przekąski i duży wybór alkoholi — a kupiony alkohol pakuje się do czarnej reklamówki, żeby nie pokazywać zawartości. Tyle że w Turcji każdy już wie, że czarna reklamówka oznacza alkohol, bo tylko takie są do tego używane. To mnie zawsze śmieszy. Nie wolno też sponsorować drużyn sportowych ani robić darmowych testów i próbek. Efekt jest taki, że alkohol nie „wali w oczy” na każdym kroku.

Ciekawostka: w Turcji alkohol bywa traktowany jako wyznacznik tego, czy jesteś za obecną władzą, czy przeciw. Tradycyjnym ludziom też się zdarza popić, ale często ma to wymiar polityczny – pije się „za zdrowie Erdoğana” albo demonstracyjnie w ramadanie, czyli w miesiącu postu, kiedy nawet osoby zwykle pijące zarzucają alkohol na 30 dni, a niektórzy na przekór piją sobie piwko w knajpie. Po podejściu do picia w konkretnych sytuacjach naprawdę można poznać poglądy Turków.

W odróżnieniu od Polski zazwyczaj nie pije się alkoholu w domach. U nas pan domu otwiera szafeczkę i wyjmuje likierek czy wódeczkę „na specjalną okazję” – takie zachowanie jest w Turcji w większości przypadków nieznane. Choć zastrzegam: mam więcej kontaktu z bardziej konserwatywnymi rodzinami niż z atatürkowskimi czy bardzo nowoczesnymi, więc być może u tych ostatnich bywa inaczej. Ale generalnie zwyczajni Turcy raczej nie trzymają alkoholu w domu – pije się go poza domem.


Co się pije w Turcji?

Pod względem objętości na pierwszym miejscu jest piwo, z roczną konsumpcją 1,2 miliarda litrów. Dalej rakı, czyli wspomniane lwie mleko. Pije się też whisky oraz wino – w Turcji jest sporo dobrych winnic i producentów, więc tureckie wina można normalnie kupić i są warte przetestowania.

Alkohol jest tu drogi. Podatek na rakı wynosi 287% wartości produktu, więc butelkę można dostać za kilkaset, a nawet do 1500 lir. Piwo jest tańsze, ale i tak drogie jak na piwo – za puszkę w sklepie zapłacicie około 1,5 €. Więc nie dziwcie się, jeśli na wycieczkach piwo sprzedają drożej; po prostu cena nabycia jest wysoka.

Czy piwa bezalkoholowe są popularne? Nie. I to moim zdaniem dobrze pokazuje różnicę kulturową. Turcy piją piwo dla alkoholu. Jeśli ktoś całe życie alkoholu nie pił – bo imprezy, spotkania domowe, pikniki i grille odbywały się bez niego – to po co miałby kupować piwo zero? Smak piwa nie jest dla tych ludzi tyle wart. Ale powoli piwa 0% wchodzą, choć innych alkoholi bezalkoholowych nie ma. Pojawiła się nawet polska Łomża, która robi tu karierę wśród Polonii – atakujemy wszystkie lodówki, jak tylko ją zobaczymy, bo to piwa typu radler, smakowe, które w Turcji praktycznie nie są popularne. Wybór zerówek jest mały, a radlerów prawie w ogóle nie ma. Ja odkąd karmię, praktycznie nie piję alkoholu i przestawiłam się na piwka 0%. Jest jeszcze marka Peja, którą można dostać w Migrosie obok Łomży i dwóch czy trzech marek niemieckich lub czeskich – a do Peji mam osobny sentyment jako poznanianka 🙂

Lokale alkoholowe i bezalkoholowe: porządkowanie rzeczywistości po turecku

To ciekawa rzecz: lokale w Turcji są w dużym uproszczeniu podzielone na alkoholowe i bezalkoholowe. Są tak zwane aile salonu, czyli miejsca rodzinne — ogródki herbaciane, restauracje, kawiarnie. Tam nie dostaniecie ani grama alkoholu, bo nie mają licencji, i to jest moim zdaniem super dla rodzin z dziećmi. Co ważne, Turcy nie powiedzą, że nie chcą widzieć dzieci w swoim otoczeniu – takiej dyskusji tu nie ma (to temat na osobny film). Kto nie chce towarzystwa dzieci, po prostu idzie do miejsca z alkoholem.

Bo są też sekcje z alkoholem – czasem w jednej restauracji jedno piętro jest z alkoholem, drugie bez. Podobnie bywa na weselach czy wielkich imprezach. Albo są knajpy całkowicie alkoholowe, gdzie idąc z dzieckiem wiemy, czego się spodziewać. To nie jest wymóg prawny, tylko coś, do czego Turcy się przyzwyczaili – porządkowanie rzeczywistości po turecku. Uważam, że to bardzo łatwy podział, który zostaje w głowie i przydaje się w życiu. Oczywiście w wielu miejscach jest to już wymieszane i w zwyczajnych barach dostaniecie piwo, ale wciąż istnieją lokale adresowane do społeczności konserwatywnej. W Alanyi jest dużo konserwatywnych muzułmanów, więc takie miejsca są nadal popularne.

DiscoverCars.com


Do czego to wszystko zmierza

Sednem jest to, że w Turcji alkohol nie jest tak zakazany, że nie można go pić – ludzie o nim mówią, piją, żartują na ten temat. W różnych środowiskach jest bardziej lub mniej obecny, ale nie tyle otwarcie zakazany, co mocno ograniczony. To buduje pewną hipokryzję: ktoś, kto jest przykładnym mężem i ojcem i którego nigdy nie zobaczycie z alkoholem na proszonych herbatkach, w weekendy idzie do meyhane albo kupuje w tekelu w czarnej siateczce i spotyka się z kolegami na picie. Alkohol pozostaje raczej domeną mężczyzn – kobiety też piją, czemu nie, ale traktuje się to bardziej jako męski sposób na spędzanie wolnego czasu.

I znowu jest trochę jak z papierosami. Statystycznie osoba pijąca w Turcji to ktoś w wieku 20–30 lat, w 90% mężczyzna, raczej z miasta niż ze wsi. Wyższy dochód oznacza więcej picia – dokładnie jak przy papierosach – a osoby niezamężne, kawalerowie i panny piją więcej.

Tak mniej więcej wygląda temat używek po turecku – sami widzicie, że jest mocno zakręcony i pełen paradoksów. Mam nadzieję, że wpis był dla Was ciekawy.

Jeśli chcecie zrozumieć Turcję głębiej — nie tylko od strony używek, ale też tych wszystkich kulturowych niuansów, które czekają na Was na wakacjach — to zajrzyjcie do mojego ebooka „Turcja?! Spokojnie, wszystko wyjaśnię”, gdzie tłumaczę między innymi zwyczaje, zakupy, targowanie i kwestie obyczajowe, a teraz dostępny jest już też w wersji PDF. A jeśli planujecie wyjazd i chcecie, żeby ktoś z 20-letnim doświadczeniem na miejscu pomógł Wam go zorganizować od A do Z, zapraszam do mojego biura podróży Alanya Online (alanyaonline.pl).

Dzięki wszystkim za przeczytanie i do zachęcam do lektury innych wpisów na blogu. Görüşürüz!

Picture of Agata

Agata

Od 20 lat mieszkam i pracuję w Turcji, w śródziemnomorskiej Alanyi. Jestem pilotką wycieczek, blogerką, youtuberką, pisarką, magistrem kulturoznawstwa. Dzięki mojej działalności tysiące Polaków zachwyciło się Turcją, pozbyło obaw i stereotypów o tym kraju. Od 14 lat współprowadzę biuro podróży alanyaonline.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *