Błędy Polaków na wakacjach w Turcji

Widok na Alanyę
15–22 minut

Najczęstsze błędy, które Polacy popełniają na wakacjach w Turcji

Ten wpis jest transkrypcją filmu który nagrałam na Youtube a który obejrzysz tutaj.

Merhaba, cześć! Witam wszystkich, tutaj Tur-tur: Polka w Turcji. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić kilkoma uwagami na temat najczęstszych błędów, jakie popełniają Polacy – albo generalnie ludzie, ale Polacy szczególnie – wybierając się na wakacje do Turcji.

Dlaczego akurat Polacy? Nie dlatego, że sama jestem Polką, ale dlatego, że na Polakach znam się najlepiej. Jeśli jesteś tu nowy albo nowa, to wyjaśniam: od 20 lat pracuję z Polakami w Turcji. Najpierw byłam animatorką, potem rezydentką polskich biur podróży, prowadziłam wycieczki, zajmowałam się też innymi rezydentami, a 15 lat temu współzałożyłam biuro podróży Alanya Online. Przez te wszystkie lata cały czas jestem w branży i widzę, jak ludzie się zmieniają, jakie mają problemy i jakie błędy popełniają – kiedyś i teraz.

Cześć! Jestem Agata. Od 20 lat mieszkam i pracuję w Turcji, w śródziemnomorskiej Alanyi. Dzięki mojej działalności tysiące Polaków zachwyciło się Turcją i pozbyło obaw i stereotypów o tym kraju. Piszę poradniki, nagrywam filmy i prowadzę w Turcji biuro z wycieczkami lokalnymi Alanyaonline.pl.

I powiem szczerze: pewne rzeczy się nie zmieniły mimo upływu lat, mimo że mamy dziś o wiele większy dostęp do internetu. Kiedy ja pierwszy raz wyjeżdżałam do Turcji do pracy, były kafejki internetowe, a w moim telefonie nie było internetu – mogłam tylko wysyłać drogie SMS-y do rodziny i przyjaciół. Świat się przez ten czas mega zmienił, ale pewne wakacyjne błędy Polacy popełniają nagminnie przez cały ten czas. I dziś o nich opowiem.

Błąd 1: brak znajomości mapy

Z mojej perspektywy – fanki i pasjonatki Turcji, osoby, która przez lata dużo po tym kraju podróżuje i wciąż go całego nie zobaczyła – pierwszy błąd to brak znajomości mapy. Przed wyjazdem warto otworzyć mapę i zobaczyć, gdzie ta Turcja w ogóle się znajduje, pooglądać sąsiadów, sprawdzić, gdzie jest stolica i dlaczego leży tak daleko od Stambułu, gdzie jest morze i jakie to morze. Taka zwykła zabawa na mapkach internetowych, żeby po prostu obejrzeć miejsce, do którego zmierzamy.

Ale nawet to nie jest największym problemem. Większym jest niezdawanie sobie sprawy, jak ogromnym krajem jest Turcja. Jest ona powierzchniowo 2,5 raza większa od Polski, mieszka tu dużo więcej ludzi, a odległości są ogromne — w związku z czym i klimat jest bardzo zróżnicowany. To nie jest tak, jak często się uważa, że to niewielki kraj, który łatwo w tydzień zjechać samochodem. Że do Kapadocji czy do Pamukkale to kwestia paru godzin i już się jest na miejscu. Że ze Stambułu na Riwierę Turecką jest „rzut beretem”. Nic z tych rzeczy.

Nie chcę tu nikogo wytykać palcami: „ty się w szkole na geografii nie uczyłeś”. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy musi się Turcją interesować – chcecie po prostu gdzieś wypocząć i to jest jak najbardziej okej. Normalne, że nie chcecie się na jedne wakacje wkręcać w geografię Europy i Azji oraz historię. Ale to naprawdę ma duże znaczenie dla tego, jak te wakacje spędzicie. Założenie, że wszędzie jest blisko i wszędzie da się dojechać samochodem albo autobusem, może się skończyć dużym rozczarowaniem, kiedy na miejscu okaże się, że jest dalej, niż sądziliśmy.

Sama Riwiera Turecka, sam rejon Antalii, w którym mieszkam, jest ogromny. To są odległości czasem 100–150 km od jednego popularnego hotelu do innego popularnego hotelu. I teraz wszystko zależy od tego, w którym konkretnie wy będziecie. Stąd wskazówka: jeśli szukacie oferty czy hotelu z biura podróży, zwracajcie uwagę na opis miejscowości. Od razu wpiszcie tę miejscowość w mapkę i zobaczcie, jak daleko leży od miejsc, które chcielibyście zobaczyć albo do których chcielibyście pojechać.


Błąd 2: oszczędzanie na zdrowiu i strach przed korzystaniem z polisy

Ten błąd jest trochę nawiązaniem do mojego zeszłotygodniowego filmu o ochronie zdrowia i składa się z paru części.

Podstawowa polisa z biura to za mało

Skoro większość z Was przyjeżdża do Turcji z biurem podróży, to zgodnie z polskimi przepisami – o czym mówiłam w poprzednim filmie o służbie zdrowia w Turcji – kupując imprezę turystyczną musicie mieć w cenie wliczoną jakąś polisę. I ta polisa zawsze jest, tylko nie zwracacie uwagi na to, że jest bardzo podstawowa. Biurom zależy, żeby kosztowo wszystko się fajnie składało i żeby wycieczka przez tę polisę nie była o kilka stówek droższa, więc to ubezpieczenie jest naprawdę minimalne – właściwie na lekkie zachorowania.

A życie i moje 20 lat doświadczenia pokazują – zresztą wystarczy w sezonie zerknąć w media i serwisy internetowe – że dużo osób ma później z tym problem. Bo, odpukać, wydarzy się coś większego: coś, co wymaga dłuższej hospitalizacji, przebukowania samolotu, ściągnięcia rodziny albo poważniejszej operacji. I wtedy okazuje się, że suma z polisy biura po prostu nie wystarcza. Zaczynają się zrzutki, zbiórki, pożyczki, mnóstwo stresu i problemów.

A co, gdyby się wykupiło dodatkowe ubezpieczenie? Mówię tu o dodatkowej polisie spoza biura – albo z biura, ale na wyższą kwotę. Najlepiej brać ubezpieczenie dodatkowe o najwyższej możliwej kwocie, bo to daje po prostu święty spokój. Ile ono kosztuje? Ja kupuję takie polisy dla znajomych, rodziny i osób, które mnie odwiedzają – od razu klikam w to samo miejsce co zawsze, wybieram tę samą polisę i nawet nie patrzę już na koszt. Przy tygodniowym czy dwutygodniowym pobycie, w zależności od wieku i wybranych opcji, to jest jakieś 150–300 zł.

Korzystam zawsze z tej samej wyszukiwarki. Wbijam daty wyjazdu, datę urodzenia (bo ma związek z wiekiem), zaznaczam, czy są choroby przewlekłe i jaki to kraj — zawsze trzeba wpisać Turcję. I pokazują się różne polisy w bardzo różnych cenach, od jakichś 36 czy 80 zł na tydzień. Ale zdecydowanie najlepsza, którą polecam i którą sama zawsze wybieram dla bliskich, to taka, gdzie koszty leczenia opiewają na 42 miliony zł, a OC na 2 miliony zł. Cena takiej polisy na tydzień to około 200 zł.

Tutaj jest kalkulator polis z którego korzystam i do Turcji wybieram zawsze jedną firmę – Colonnade. Link jest afiliowany więc jeśli kupisz ją z mojego polecenia dostanę drobną prowizję ale Twoja cena się nie zmienia.

200 zł – to mniej więcej koszt fryzjera i paznokci przed wyjazdem. To naprawdę nie są dramatyczne pieniądze, których trzeba sobie odmawiać, kupując hotel rzędu kilku tysięcy złotych. Bo pamiętajcie, że na wakacje do Turcji wydajemy grube pieniądze, więc te 200 zł teoretycznie robi różnicę, ale w sytuacji, która może się wydarzyć, okaże się kroplą w morzu tego, co się potem „wylało”. Mam tę polisę sprawdzoną nawet w działaniu – przy jakiejś jelitówce – więc szczerze, bierzcie ją w ciemno.

Jeszcze ważna informacja: jeśli kupicie tę dodatkową polisę, to kwoty się nie sumują. Jak coś się wydarzy, uruchamiacie jedną albo drugą – czasem nawet obie, z tego co wiem, bo warunki różnią się między ubezpieczalniami. Ja zawsze radzę uruchamiać od razu tę większą, droższą, bo nie bez powodu ją kupiliśmy.

Nie bójcie się z polisy korzystać

Druga część tego błędu jest mega ważna: wy się boicie z tych polis skorzystać. Nawet jeśli wydarzy się coś podstawowego — przeciąłem się nad morzem, leci krew, dopadła mnie jelitówka i źle się czuję, coś się dzieje z dzieckiem, boli mnie gardło – to mamy taki nawyk jako Polacy, że boimy się robić kłopot. „Nie będę robić zamieszania, nie będę przesadzać, po co dzwonić na ten polski numer.” I w efekcie boicie się w ogóle polisę uruchomić.

Ja jako osoba, która przez wiele lat czuwała przy łóżkach swoich turystów i podopiecznych, powiem Wam: nie bójcie się tego robić. Po to to jest, to jest wliczone w cenę waszego wyjazdu. Dzwońcie i mówcie wprost: „źle się czuję, boli mnie głowa, wymiotuję, przeciąłem się – potrzebuję pomocy, co mam zrobić?”.

Odsyłam też wszystkich, którzy boją się, że będą godzinami czekać na izbie przyjęć, że to będzie długie i niewygodne, że szkoda czasu na wakacjach. Jest odwrotnie – szkoda czasu na wakacjach na chorowanie. W takich sytuacjach najlepiej od razu działać, zgłaszać szkodę, jechać do placówki. Jak mówiłam w filmie o służbie zdrowia, i jak potwierdzaliście w komentarzach, po 15 minutach jesteście przyjmowani, a po godzinie często wracacie do hotelu po kroplówce jak nowo narodzeni ludzie. Korzystajcie z tego – ale oczywiście czytajcie warunki polisy, żeby wiedzieć, jakie są wyłączenia, na przykład przy spożyciu alkoholu czy chorobach przewlekłych.


Błąd 3: nie wychodzenie z hotelu

To coś, czego ja jako miłośniczka Turcji nie mogę przeboleć – nie wychodzenie z hotelu przez cały pobyt i zakładanie, że Turcja kończy się na hotelu, że to wystarczy.

Rozumiem pewne sytuacje. Ktoś był w Turcji już dziesięć razy albo jest po strasznie ciężkim życiowym okresie, po przepracowaniu, po problemach i po prostu nic nie chce: „zostawcie mnie wszyscy, nie chcę poznawać żadnej kultury ani wychodzić na miasto, chcę siedzieć w hotelu, niech mi podają drinki i jedzenie, a ja będę leżeć i odpoczywać”. Jak to mówię, sama zaczynam za czymś takim tęsknić.

Ale jeśli tak nie macie – jeśli jesteście zmęczeni, ale po paru dniach już trochę odpoczęliście – to naprawdę skuście się, żeby wyjść poza hotel. Bo Turcja po pierwsze nie jest taka, jak Wam się wydaje. Mamy w głowie mnóstwo wdrukowanych stereotypów: że to niebezpieczny kraj, że coś nam zrobią na ulicy, że jak kobieta wyjdzie w szortach przed hotel i pójdzie na miasteczko, to się jej coś stanie, że ktoś będzie gwizdał i robił zaczepki. Owszem, to inna kultura i tak jak generalnie w południowej Europie zdarzają się czasem zaczepki, ale to nie jest w żaden sposób niebezpieczne. Wyjście poza hotel nie oznacza, że jesteście rzuceni na pożarcie – przy zdroworozsądkowych, normalnych zasadach bezpieczeństwa odkryjecie ten kraj od zupełnie innej strony.

Nie każę Wam, jeśli jesteście bardzo zmęczeni, jechać na długie, wyczerpujące wycieczki. Wystarczy przejść się do najbliższego miasteczka, zajrzeć na lokalny bazarek, wejść do meczetu (każdy może, zachowując odpowiednie zasady), pojechać na jeden rejs czy jedno zwiedzanie. Po prostu dajcie sobie szansę, uchylcie to okienko. I bardzo często potem słyszę: „Jejku, ta Turcja jest super, w ogóle się nie spodziewałem, że to taki zróżnicowany kraj!”. Więc bardzo Was o to proszę – dajcie sobie możliwość odkrycia nowego kraju, skoro już w nim jesteście, i nie zostawajcie w stereotypach, w których – to niczyja wina – wszyscy wyrośliśmy.


Błąd 4: przesada z all inclusive

To trochę powiązane z poprzednim. Przesada z all inclusive, czyli przekonanie, że skoro zapłaciłem, to teraz muszę korzystać „po uszy” – pić na umór, jeść na fulla, przytyć, czuć się źle, bo przecież mi się należy.

Ludzie z takim podejściem niestety chorują, źle się czują, mają zatrucia i problemy, a tak naprawdę marnują swój czas. Wydaje się, że skoro tyle zapłaciłem, to muszę to do końca wykorzystać. A pamiętajcie, że zapłaciliście też za czyste powietrze, za fajną pogodę, za samą możliwość odpoczynku i oddalenia się od swojego normalnego życia. Może to wykorzystajcie na full.


Błąd 5: nieznajomość pogody i panika z prognozami

Ten błąd jest trochę związany z pierwszym, ale dotyczy pogody — i to coś, co mnie nieustannie odpala, bo wszyscy traktują mnie jak pogodynkę. „Agata, jaka pogoda będzie w Turcji od 15 maja?”, „Agata, czy będzie padać, mamy taką prognozę, co robić, w co się ubrać, panika!”. O pogodzie poświęciłam w ebooku chyba trzy rozdziały – o interpretowaniu prognoz, a nawet o tym, jak patrzeć na niebo tutaj na Riwierze, żeby wiedzieć, co nas czeka w najbliższych godzinach. Po szczegóły odsyłam do ebooka, a tu opowiem o najczęstszych skrajnościach.

Skrajność pierwsza: zakładanie, że zawsze jest upał

Często zakładamy, że mamy się tu opalić i nakorzystać słońca na full. W efekcie ludzie palą się na słońcu, siedzą godzinami, nie smarują się kremami, a potem cierpią – bywają i udary słoneczne, mam to przetestowane od strony zgłoszeń moich turystów.

Zakładanie, że upał jest zawsze, prowadzi też do problemów na wycieczkach. Jeśli zdecydujesz się jechać do Pamukkale czy Kapadocji, które są parę godzin dalej, a czasem nawet do miasta 100–150 km dalej, tam może być zupełnie inna pogoda – szczególnie przed sezonem. W górach możesz rano trafić na deszcz, może być bardzo chłodno, a w ciągu dnia upał. I kiedy rano wysiądziesz z autobusu z klimatyzacji, lekko zziębnięty, w gołych nogach, krótkich szortach i bez żadnej bluzy, to po prostu boli.

My w biurze podróży zawsze wysyłamy turystom informacje — jeśli jest prognozowany nagły deszcz i wiemy, że mogą o tym nie wiedzieć, dziewczyny z biura wysyłają SMS, żeby zabrać rzeczy na deszcz. A turyści niestety nas nie słuchają i potem cierpią, bo nie wierzą – „przecież w Turcji nie pada”, co jest absolutną nieprawdą. To stereotypowe wyobrażenie mocno w nas tkwi. Więc tak: tu jest cieplej niż w Europie, bywa straszliwie gorąco, ale też pada, bywają burze i bywa chłodniej. A góry to zupełnie inne wysokości – tam w Pamukkale czy Kapadocji może być nawet 20 stopni mniej niż nad morzem, gdzie w szczycie sezonu jest upał, wilgotność i 30 parę stopni dzień i noc. Nie zawsze tak jest, ale warto się przygotować i sprawdzić prognozy osobno dla różnych lokalizacji. Jeśli sprawdzicie pogodę dla Alanyi, to Kapadocja 500 km dalej będzie tego dnia siłą rzeczy miała trochę inną.

Skrajność druga: nadmierna panika z prognozą

Druga skrajność to nadmierne panikowanie. Wynika to z tego, że tyle czasu czekaliście na te wakacje, macie dość szarości i kiepskiej pogody u siebie, jesteście podekscytowani i czekacie na słońce – a tu prognoza pokazuje deszcz. Panika.

Chcę Was uspokoić. Ponieważ mamy tu jednocześnie góry i morze, prognozy bardzo często się zmieniają. Kiedy ktoś pyta mnie z dwutygodniowym wyprzedzeniem, czy będzie padać, ja nawet nie sprawdzam, bo wiem, że to się nie sprawdza — ten region taki po prostu jest. Za dwa dni prognoza bywa kompletnie inna, deszcz przesuwa się o trzy dni i wygląda zupełnie inaczej, niż się spodziewacie. O tej porze roku — na wiosnę, jesień, często też w zimie — deszcze owszem bywają i potrafią być straszliwie ulewne, ale przychodzą wieczorem i w nocy.

Dosłownie wczoraj nakręciłam filmik na Instagrama: był grad, wichura, nagle zebrała się chmura i prawie wszystko fruwało. Musiałam szybko zbierać pranie z balkonu, żeby mi nie znikło – całe szczęście, że mam siatkę na kota, więc nie wszystko wylatuje na zewnątrz. Taka była ulewa, a po pół godzinie się uspokoiło. Rano była tak zwana lampa, czyli patelnia: słońce bez jednej chmurki, upał praktycznie od razu, można iść na plażę. O 7:30 nakręciłam kolejny filmik dla wszystkich, którzy się stresowali, że jest 20 stopni na plusie o 7 rano. Powiem tak: w jakichś 90% przypadków te wasze lęki dotyczące prognoz – które rozumiem i staram się być empatyczna – są niepotrzebne, bo zazwyczaj jest dużo lepiej, niż się spodziewacie po takich prognozach.


Błąd 6: nieprzygotowanie do kwestii internetu

Często zakładacie, że „jakoś to będzie” albo że „przecież nie może być tak drogo, bo Turcja jest w Europie”. Otóż jest w Europie geograficznie, ale dużo osób nie zdaje sobie sprawy, że Turcja nie jest w Unii Europejskiej i obowiązują tu zupełnie inne stawki internetowe. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do podróżowania po Unii i nawet o tym nie myśli, to na Turcję musi zrobić poprawkę: włączyć roaming i sprawdzić stawki swojego operatora, wykupić kartę eSIM albo kupić kartę SIM na miejscu. O tym mam materiały na blogu i cały rozdział w ebooku, razem z listą przydatnych aplikacji. Przygotujcie się, żeby nie skończyć z rachunkiem 500–600 zł, albo i więcej, za internet.

Jak tanio dzwonić z Turcji do Polski? Jaki jest najlepszy internet w Turcji? Czy kupować kartę SIM w Turcji? Czy jest darmowe WiFI? Na tego typu pytania postaram się odpowiedzieć w tym wpisie.

Powiem też o częstej rzeczy, szczególnie u trochę starszego pokolenia: tryb samolotowy. Fajnie włączyć go na lot, ale potem często go wyłączacie, zapominając, że macie wcześniej włączony internet komórkowy. Po wyłączeniu trybu samolotowego telefon od razu zaczyna się aktualizować i pobierać wiadomości, bo macie w tle aktualizacje programów — i przez te kilka minut potrafi „zjeść” bardzo dużo internetu.

Dlatego ja zawsze polecam tak: najpierw, będąc na lotnisku w Polsce i wsiadając do samolotu, wyłączamy internet komórkowy, a dopiero potem włączamy tryb samolotowy. Wtedy po wylądowaniu w Turcji i wyłączeniu trybu samolotowego internet pozostaje wyłączony do momentu, aż ogarniemy temat – czyli włożymy eSIM, kupimy SIM albo połączymy się z hotelowym Wi-Fi.

Błąd 7: mylenie Turków z Arabami i poczycie wyższości

Kolejny błąd, trochę śmieszny, ale wciąż się pojawia – i nie będę się wyśmiewać, macie prawo popełniać błędy, ale zwracam na to wyraźną uwagę. Turcy to nie Arabowie. Nie mylimy Turków z Arabami. W Turcji nie pisze się ani nie czyta w języku arabskim. Jeśli ktoś pyta mnie, jak się nauczyłam „tych szlaczków”, to ja już wiem, że coś nie gra.

W Turcji jest normalny alfabet łaciński z literkami, które mają ogonki bardzo podobne do naszych – tylko że my mamy je u góry, a oni częściej na dole (choć to zależy od litery). Bardzo upraszczając, turecka pisownia jest blisko polskiej i to nie są żadne szlaczki. Turcy potrafią się naprawdę obrazić za zarzucenie im, że są Arabami, bo to dwa zupełnie różne ludy, dwie różne cywilizacje i kultury. Łączy ich religia – owszem – i pewne rzeczy kulturowe wynikające z tego, że te kultury nachodziły na siebie przez wieki, ale to wszystko.

Turcy często nie rozumieją też arabskich słów, których nauczycie się po pobycie w Egipcie. Ciekawym przykładem jest fajka wodna: jak ktoś chce ją zapalić, mówi „shisha”. Dziś już wielu Turków to rozumie, ale pamiętam czasy, kiedy nie wiedzieli, o co chodzi, i trzeba było tłumaczyć „water pipe” albo używać tureckiego słowa nargile. Turcy mają mnóstwo własnych słów na rzeczy, które my znamy po arabsku, bo do naszej kultury przeszły one ze świata arabskiego, a nie tureckiego. Zwróćcie na to uwagę.

Wyższościowe podejście do Turków

Ostatni błąd, związany z poprzednim, który mnie osobiście bardzo boli – wyższościowe podejście do Turków. Traktowanie ich jak kogoś gorszego, mówienie per „turki” albo „turasy”, kłócenie się i targowanie w miejscach, gdzie tego targowania się nie zakłada – na przykład w supermarketach czy tam, gdzie ceny są ustalone.

Targowanie ma w Turcji określoną etykietę. To nie jest tak, że wszyscy targują się wszędzie i o wszystko – to kraj w wielu kwestiach bardzo nowoczesny, a targowanie jest przyjęte tylko w niektórych miejscach. O bazarach i targowaniu mam zresztą cały rozdział w ebooku.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że Turcy są wielkim i silnym narodem z ogromną, liczącą setki lat kulturą. Świadoma ignorancja ich obyczajów, celowe zmienianie ich imion, niedawanie napiwków tam, gdzie są one elementem obyczaju (nie są obowiązkowe i nikt ich nie wymusza, ale to część kultury) – to wszystko jest po prostu nie w porządku.

Co prawda jest jeszcze jeden błąd, którego nie popełniają ci, co do Turcji przyjeżdżają, tylko ci, co tu nigdy nie byli: zakładanie z góry, że wszystko o Turcji wiedzą. Widać to na różnych grupach i forach, gdzie z wyższością piszą, że „do Turcji się nie jeździ, bo Turcja to to i tamto”, wyciągają względy polityczne — a bardzo często nie mają zielonego pojęcia, jak to naprawdę wygląda. Staram się nie wchodzić w takie dyskusje, bo te osoby same sobie wystawiają świadectwo i poprawiają humor, dowalając przedstawicielom innej nacji. Chcę tylko, żebyście byli na to wyczuleni i nie wierzyli w to bezkrytycznie. Skąd mamy wiedzieć, że jakiś randomowy gość w internecie ma rację? Na jakiej podstawie zakładamy, że on cokolwiek wie?

Bardzo negatywne komentarze o Turkach często wynikają stąd, że ktoś z Turkami pracował na przykład w Niemczech. I tu ważna rzecz: Turcy w Niemczech a Turcy w Turcji to często kompletnie inni ludzie. Nie mylcie ich. Emigracja zarobkowa to często ludzie bardziej tradycyjni, czasem są to w ogóle Kurdowie, którzy nie są Turkami — mają inne pochodzenie i język, to zupełnie osobny temat. Jeśli ktoś ma gdzieś w Niemczech sąsiada, którego uważa za „brudnego, leniwego i tradycyjnego”, i zakłada, że tak wyglądają ludzie w Turcji, to przypomnijcie sobie, że mówimy o jakichś 80 milionach ludzi, mieszkających w wielu różnych regionach, poddawanych różnym wpływom, o różnych poglądach, przeszłości i dziedzictwie.

Traktowanie Turków jak monolitu to bardzo duży błąd. Zakładanie, że coś o nich wiecie, nie będąc nigdy tu na miejscu, w ich naturalnym środowisku, a nie na emigracji — gdzie, jak sami wiemy, ludzie potrafią zachowywać się bardzo różnie, czasem dużo bardziej skrajnie niż u siebie w kraju — jest po prostu niesprawiedliwe. Miejmy to na uwadze i z szacunkiem, otwartością, tolerancją oraz życzliwym uśmiechem podchodźmy do ludzi, których spotykamy. Co oczywiście dotyczy nie tylko Turków, ale wszystkich ludzi na świecie.

Na koniec

Wszystkie rady, które tu przekazałam, to tylko kawałeczek tego, co ujęłam w swoim ebooku. Jest w nim 20 lat mojego doświadczenia: od zdrowia, przez bezpieczeństwo, pierwszy lot, wybór hotelu, pogodę, triki zakupowe i targowe, aż po kwestie religijne – po prostu wszystko. Jeśli jesteście przed pierwszym albo jednym z pierwszych wyjazdów i chcecie się lepiej przygotować, to naprawdę dobry adres, pod którym dużo się dowiecie.

Mam dla Was też dobrą wiadomość: ebook jest już wreszcie dostępny w wersji PDF – więc jeśli nie macie żadnej dodatkowej aplikacji, a chcecie go czytać na każdym urządzeniu, to teraz możecie. PDF jest dostępny razem z wersją EPUB, która była już wcześniej. Oba formaty są w jednej cenie, kupujecie więc od razu pakiet. Osobiście jestem fanką EPUB-a – uważam, że jest lepszy dla oczu i wygodniejszy do czytania – ale oceńcie sami i dajcie sobie szansę spróbować tego formatu, który odpala się przez aplikację do czytania książek. Osoby, które kupują u mnie ebook, wiedzą, że chętnie odpisuję i pomagam z instalacją oraz ogarnięciem plików.

A jeśli planujecie wakacje w Turcji i chcecie mieć to wszystko z głowy – wybór hotelu w dobrej lokalizacji, transfery, wycieczki i opiekę kogoś, kto jest tu na miejscu od 20 lat – to zapraszam do mojego biura podróży Alanya Online (alanyaonline.pl). Pomożemy Wam zorganizować wyjazd tak, żebyście uniknęli większości błędów, o których dziś pisałam, i naprawdę odkryli, jaka Turcja jest.

Dziękuję za uwagę i do zobaczenia w następnym filmie. Görüşürüz!

Picture of Agata

Agata

Od 20 lat mieszkam i pracuję w Turcji, w śródziemnomorskiej Alanyi. Jestem pilotką wycieczek, blogerką, youtuberką, pisarką, magistrem kulturoznawstwa. Dzięki mojej działalności tysiące Polaków zachwyciło się Turcją, pozbyło obaw i stereotypów o tym kraju. Od 14 lat współprowadzę biuro podróży alanyaonline.pl

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *